sobota, 27 grudnia 2014

Recenzja filmu "Gwiazd naszych wina"




Wczoraj oglądałam film "Gwiazd naszych wina" i jestem pod wrażeniem. Książkę zamierzałam przeczytać przed filmem (zawsze tak robię), jednakże wyszło inaczej. Nie mogę porównać filmu do książki, ale moja siostra twierdzi, że jest równie dobry.
  Hazel choruje na raka tarczycy w czwartym stadium. Dzięki lekowi nowej generacji może funkcjonować, jedynie ciąga za sobą butlę tlenową. Świadomość nadchodzącej śmierci oraz monotonność życia przyprawiają ją o stan podobny do depresji. Lecz wkrótce na jej drodze pojawi się ktoś, dzięki komu zacznie żyć na nowo.
  Co urzekło mnie w tym filmie? Naturalność głównych postaci. Głęboka historia nie ubierana w górnolotne słowa, ale opowiedziana przez zwyczajne, proste gesty. Dzięki temu prawdziwsza i bardziej ujmująca za serce. Bohaterowie nie chcą litości, nie zadają pytań "dlaczego ja?". Starają się cieszyć każdym dniem i jedyne czego pragną to jak najwięcej czasu. Film skłania do refleksji i zawiera przesłanie. Pokazuje miłość taką jaka jest naprawdę. Piękna w swojej prostocie. Oparta na szczerej przyjaźni. Pełna akceptacji siebie nawzajem. Trwająca mimo wszystko. Po obejrzeniu poczułam pretensję do samej siebie. Czemu zamartwiam się niepotrzebnymi rzeczami? Ludzie, którzy są w o wiele trudniejszej sytuacji niż ja już dawno odkryli pewną prawdę. To czy twoje życie będzie piękne czy nie, to czy ktoś cię zapamięta czy nie zależy tylko od ciebie.  Tylko ty sam masz na to wpływ. I tą właśnie prawdę przekazuje film i książka "Gwiazd naszych wina"
  Wielu krytyków uważa, że ten film to zwykły wyciskacz łez. Jednak ja sądzę inaczej. Porównując go do innych tego typu filmów, np. "If I stay"- pomimo ich piękna - trzeba przyznać, że "Gwiazd naszych wina" się wyróżnia. Dlatego warto obejrzeć ten film i przeczytać książkę.