sobota, 14 marca 2015

Recenzja filmu "Teoria wszystkiego" o Stephenie Hawkingu




Stephen Hawking to brytyjski astrofizyk, fizyk teoretyk i kosmolog. Jego książka popularnonaukowa "Krótka historia czasu" stała się bestsellerem, jego teorie znacząco wpłynęły na rozwój współczesnej astrofizyki, a on sam został kawalerem Orderu Imperium Brytyjskiego. Gdy miał 21 lat wykryto u niego stwardnienie zanikowe boczne. Jest to choroba, która powoduje paraliż i zabija w ciągu kilku lat. Jednakże przypadek Stephena jest inny. Żyje z tą chorobą już 50 lat.
 Gdy mój tata oglądał programy naukowe, gdzie wypowiadał się Hawking, zastanawiałam się jak tak chory człowiek dokonał tak wiele. Właśnie tego chciałam się dowiedzieć poprzez ten film. Tego jak walczył z tym schorzeniem, jak dokonywał swych pierwszych odkryć, jakie towarzyszyły mu uczucia podczas rozwoju choroby. A czego tak naprawdę się dowiedziałam?
  Hawking po diagnozie popadł w depresję, stracił motywację do ukończenia doktoratu oraz zaczął pić alkohol. Jego małżeństwo z Jane Wilde stało się punktem zwrotnym. I właśnie na tym skupił się reżyser. Choć zmagania z chorobą są przedstawione w sposób zadowalający, to jednak czuje się niedosyt. Jest dużo scen o kobiecie, która podjęła wyzwanie wyjścia za chorego mężczyznę i w miarę czasu traciła siły na walki. 
   Najbardziej zachwycająca jest genialna gra Eddiego Redmayne. Zasłużył on na nagrody i oklaski. Postać Hawkinga jest odwzorowana tak dobrze, że gdy zobaczyłam scenę konferencji prasowej i porównałam ją do wywiadu z prawdziwym naukowcem, byłam w szoku. Ta gra była tak autentyczna, że miałam wrażenie, że Eddie jest faktycznie chory. 
  Podsumowując, nie skreślam tego filmu, bo oglądałam go  z zaciekawieniem i nieco się wzruszyłam. Najbardziej poruszające jest to, że to działo się naprawdę. I właśnie dlatego warto obejrzeć ten film. Żeby zobaczyć, choć trochę, jak wyglądało życie tego geniusza.


 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz