poniedziałek, 2 marca 2015

Bez tytułu

Dzisiaj nie wiem mam jakiegoś konkretnego tematu. Ale ostatnio dużo myślałam nad pewnymi sprawami. Nad tym co było i nad tym co przede mną. Nad moimi wyborami. Nad tym co zrobiłam i czego nie zrobiłam. Nad sobą. Nad moim życiem.

Tak, to były bardzo egoistyczne przemyślenia.

Ale zacznijmy od początku.

Jak już mówiłam wiele w moim życiu się zmieniło. Gdybym powiedziała 14- letniej sobie, że będzie tak jak teraz to bym nie uwierzyła sama sobie. Minął już drugi rok odkąd zmagam się ze sobą. Te dwa lata były dla mnie szczególnie ciężkim czasem. Choć zdawać by się mogło, że mój stan był jest bezpodstawny, to jednak miałam ku niemu powody. Może to nie były jakieś straszne rzeczy, ale nie chodziło o to. Każdy odczuwa smutek, problem zaczyna się wtedy, gdy smutek zaczyna rządzić naszym życiem. Gdy nasze chęci, marzenia i plany bledną i łamią się pod ciężarem sytuacji. Nie życzę nikomu takich przeżyć. Trzeba mieć w sobie ogromną siłę, by to pokonać. Ja nigdy nie miałam silnej woli. Muszę nad tym pracować. Ale moje myśli sprawiają, że to wydaje się nierealne. Czasem mam wrażenie, że zawsze tak będzie. Może to nie wrażenie? Może takie będzie moje życie? Nie wiem jak to się potoczy.Czas pokaże. Wiem tylko, że wszystko zależy ode mnie. O to czy będę dbać o swoje zdrowie. Muszę to robić.

Następnym tematem moich przemyśleń będą wybory. Jestem osobą dosyć całkiem niezdecydowaną. Błędy, które popełniam zazwyczaj zawsze kończą się katastrofą. Decyzje, które podejmuję są chaotyczne, podejmowane pod wpływem emocji, presji i opinii innych.

Dlatego właśnie wszystkich większości żałuję. Weźmy na przykład wybór szkoły i profilu. Pisałam już o tym, ale jeszcze raz powtórzę: NIGDY NIE KIERUJ SIĘ TYM CO MÓWIĄ CI INNI! Nie mam na myśli tego, że porady i konsultacje są złe, ale to TY musisz znaleźć w sobie ten głos, który Ci powie jaką drogę wybrać. Twój wewnętrzny głos. O którym wiesz tylko Ty. Twoje sumienie, serce, rozum, to wszystko razem wzięte, cały twój organizm, każda komórka. Tylko i wyłącznie TWOJA.

Ale nie chcę by to była pogadanka.

Nie chcę Cię pouczać, ale mam świadomość, że to właśnie robię. Chcę tylko, byś zrozumiał/ zrozumiała jak ja to wszystko widzę.

Wracam do moich przemyśleń. Bardzo bym chciała cofnąć czas. Powrócić do tamtych chwil, kiedy zaczynały się zmiany. Stworzyć coś zupełnie innego. Coś LEPSZEGO. Ale wiem, że to już nie możliwe

"Czasem tak jest, że gdy trwasz w szczęściu, to masz wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę. Chcesz, by ten stan, ten trans trwał wiecznie. Ale wszystko ma swój koniec. Życie, to mała ściemniara :p Nagle, szczęście pryska jak mydlana bańka. Wszystko się sypie. Robisz coś, co sprawia, że wszystko wszystko co zbudowałeś obraca się w proch. Powoli i nieodwracalnie, albo szybko, w mgnieniu oka. I choć czasem chcesz zawrócisz, to musisz biec do przodu. Bo czas płynie tylko w jedną stronę. Bo za Tobą nic już nie ma. Spaliłeś za sobą most, którego nie odbudujesz, bo nie masz już materiałów. Jedynym wyjściem jest skok w przepaść. Możliwe, że przeżyjesz. Możliwe, że nie. Ale gdy przeżyjesz, to czeka Cię mozolna wędrówka w górę. Pełna smutku, rozpaczy, głazów poniżenia, które będą usiłowały Cię zepchnąć. Ale jeśli wytrwasz, to odnajdziesz to co straciłeś"

Pytanie tylko, czy to jeszcze jest twoje...