piątek, 19 lutego 2016

Opowiadanie


Zapraszam na prolog mojego opowiadania :)






Cały mój świat
To tylko mgła wspomnień
W której tkwię
Zamknięta wysoko na wieży
Własnych myśli
Wznoszę oczy ku niebu
Szukam promyka nadziei
Który rozgoni mgłę
I pozwoli mi znowu ujrzeć
Kolory życia

Witam, mam na imię Julia. Lubię to imię, bo oddaje moją romantyczną naturę.W języku greckim oznacza: "promienista". Jednak jest ono czasem denerwujące. Ludzie często pytają mnie, gdzie jest mój Romeo. Wiem, że mówią tak na żarty, ale ostatnio zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać. Otóż, w swoim krótkim, bo zaledwie 15-nasto letnim życiu przeżyłam już kilka "zawodów miłosnych" (o ile można tak je nazwać). Odkąd pamiętam marzyłam o pięknym księciu z bajki, który obudzi mnie pocałunkiem z wiecznego snu, lub znajdzie mój kryształowy pantofelek i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Niestety, szybko przekonałam się, że sprawa nie jest taka łatwa. Jeśli przyszłoby mi zliczyć chłopców, z którymi "oficjalnie chodziłam", byłoby ich może trzech. Aczkolwiek chwilowych fascynacji i głębszych zauroczeń było o wiele więcej - no, ale jak to chyba u każdej nastolatki. Jak dotąd najpoważniejszą relacją z chłopakiem była "miłość" z ostatnich wakacji. Moja koleżanka, Sara dala mi numer kolegi swojego chłopaka o imieniu Michał. I wszystko byłoby fajnie, jednak gdy po raz pierwszy się z nim spotkałam, w ogóle nie zaiskrzyło. Przynajmniej z mojej strony, bo Michał zakochał się momentalnie. Ale ja, choć nie czułam do niego nic głębszego, nie potrafiłam tego skończyć na początku. W końcu zdobyłam się na odwagę i powiedziałam mu prawdę.Czułam się wtedy podle. Miałam świadomość, że go ranię, jednak czy nie zraniłabym go bardziej będąc z nim tylko z litości? Sama nie wiem, dlaczego go odrzuciłam...Może, po prostu jeszcze do tego nie dorosłam? Tak czy siak, wtedy obiecałam sobie, że nie będę na siłę szukać chłopaka - bo to nie ma sensu. Myślę, ze miłość kiedyś przyjdzie i to pewnie wtedy, gdy najmniej się będę tego spodziewała.

Dzisiaj jestem już absolwentką gimnazjum i właśnie uświadamiam sobie, jak wielki krok, a właściwie skok na głęboką wodę mnie czeka. Nowa szkoła, w wielkim mieście, pełno obcych twarzy, do których już za niedługo się przyzwyczaję...Tylko, czy jestem na to gotowa?

Bardzo proszę o szczere komentarze. Jestem kompletną amatorką, więc przyda mi się konstruktywna krytyka;) Jednak nie toleruję wulgarnych komentarzy.

wtorek, 16 lutego 2016

To co najważniejsze

Przed chwilą wróciłam ze spaceru z przyjaciółką. Rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, ale głównie o przyszłości. O tym, że chcę iść na położnictwo, ale się boję, że nie chcę zostać na wsi i że chcę być wspaniałą matką. Potem przyjaciółką stwierdziła, że kiedyś gadałyśmy o głupotach, a teraz przyjmujemy się tym co będzie. A świecie dlaczego tak jest? Dlaczego wciąż planuję swoją przyszłość, czuję, że muszę iść na studia i znaleźć pracę? Odpowiedź jest prosta. Bo ludzie narzucają sobie schematy i chcą dopasować się do innych. Moja przyjaciółka powiedziała, że w mieście zachwuję się o wiele inaczej niż na wsi. Wiecie dlaczego?  Bo na wsi czuję się wolna. Choć myślę o swoich problemach, to nie są one tak wszechogarniające. I właśnie dlatego zastanawiam się, czy w ogóle chcę mieszkać w mieście. I wiecie co mnie jeszcze zastanawia? (Zdecydowanie za dużo tych pytań) Co tak naprawdę jest ważne? Skoro jestem szczęśliwa będąc poza schematami, normami i systemem, to czy w ogóle jest sens pakować się do miasta, w kolejny system? Najważniejsze w życiubsą cztery rzeczy:

- Spełniać się
- Pomagać innym
- Być w zgodzie z Bogiem
- Nikogo nie udawać

Postanawia odtąd żyć właśnie dla tych rzeczy. A czy wy myślicieli tak jak ja?