piątek, 13 stycznia 2017

Opowiadanie - Przyjaciel z kartki

Oto moje opowiadanie - Przyjaciel z kartki. Zapraszam do lektury :)

Czy wierzysz w przeczucia?
Czy kierujesz się intuicją?
Czy marzysz i bujasz w obłokach?
Czy słuchasz głosu serca?
Czy wierzysz w rzeczy niematerialne?
Czy pozwalasz ponieść się wyobraźni?
Czy widzisz piękno w zwykłych rzeczach?
Czy wierzysz w Boga i życie po śmierci?
Ja na każde z tych pytań odpowiadam tak. Długo musiałam szukać osoby, która będzie myślała podobnie. I znalazłam ją w najmniej oczekiwany sposób.
Przed wami moja historia. Chcecie ją poznać?
***
Obudziłam się zaspana. Nie chciało mi się wstawać, ale wiedziałam, że muszę. W nocy nie mogłam spać. Miałam dziwne przeczucia i sny, z których co chwilę się budziłam. Najbardziej utkwił mi w pamięci sen, w którym spacerowałam wśród drzew, a na gałęziach były porozwieszane kartki. Na kartkach były napisane różne słowa i zdania, które były tajemnicze i nie wiedziałam co autor miał na myśli. Myślałam, że to pomysły na nowe wiersze. Gdy się obudziłam, byłam rozczarowana i smutna, bo nie pamiętałam żadnego z tych zdań. Spojrzałam na zegarek. Za dwadzieścia minut autobus, a ja wciąż jestem w łóżku. Zerwałam się szybko i pomaszerowałam do łazienki. Korytarz był ciemny i pusty. Czułam się w nim nieswojo. Wreszcie weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Patrzyła na mnie dziewczyna o bladej cerze, niebieskoszarych, podkrążonych oczach - efekt ciężkiej nocy - i ciemnych, rozczochranych włosach. Niemalowanych. To dziwne, że mam kruczoczarne włosy przy takiej karnacji. Ale to sprawia, że wyglądam wyjątkowo. W ogóle myślę, że jestem wyjątkowa. Ale nie wiem czy to dobrze. Zawsze było mi ciężko się dopasować. Miałam mało przyjaciół, czasem ludzie patrzyli na mnie jak na dziwaka. To chyba wynika też z mojego sposobu ubierania się. Noszę zazwyczaj czarne rzeczy. To mnie wyróżnia. Pomimo wszystko cieszę się, że nie jestem sztampowa. Rani mnie to, że ludzie oceniają mnie po wyglądzie. Ale to swoją drogą. Gdy umyłam twarz i zęby, wróciłam do pokoju, ubrałam się i uczesałam zostało mi już tylko pięć minut. Szybko wybiegłam z domu dziecka, nawet nie jedząc śniadania. Na szczęście zdążyłam na autobus. Weszłam, skasowałam bilet i zdyszana usiadłam na siedzeniu przy oknie. Patrzyłam na świat za szybą. Ludzie chodzili szybko nie zwracając uwagi na siebie nawzajem. Ja wciąż myślałam o moich snach. Wierzyłam, że one coś znaczą. Tylko co?
Po czasie, który wydawał mi się być tylko chwilą, zajechałam pod szkołę. Wysiadłam i szybkim krokiem - tak z przyzwyczajenia - poszłam do szkoły. Pierwsza była lekcja polskiego. Dzisiaj mieliśmy omawiać utwór "Makbet" autorstwa Williama Szekspira. Oczywiście przeczytałam ten dramat. Nie mogłam jednak się skupić, bo myślałam o swoich snach. Sorka spytała mnie o motywy czynów Makbeta, ale ja nie zareagowałam. Dopiero gdy podniosła głos, otrząsnęłam się. Ktoś z klasy zaśmiał się, a ja odpowiedziałam cicho i szybko, po czym znowu ukryłam się pod zasłoną czarnych jak smoła włosów. Po lekcji nauczycielka mnie zatrzymała.
- Samanto, co się dzieje? - spytała zmartwiona.
- To nic poważnego. Po prostu nie wyspałam się.
- Rozumiem...Mam coś dla Ciebie - uśmiechnęła się.
- Co takiego? - spytałam zaciekawiona.
- Podeszła do biurka i wzięła z niego książkę. Na okładce był rysunek chłopca siedzącego tyłem, tytuł "Książę samotności" i autor - Oskar Słowicki.
- To tomik poezji jednego z naszych uczniów
- Naprawdę? - ucieszyłam się - Do której klasy chodzi? - spytałam.
- On - nauczycielka zawachała się - nie żyje - powiedziała poważnie.
- Och - poczułam jak moja radość pryska jak mydlana bańka - szkoda, że nie mogę go poznać - posmutniałam. To takie dziwne. To nie było współczucie, ale prawdziwy smutek i nawet żal. Żal za kimś, kogo nie znałam. Czasem tak miałam czytając biografie zmarłych ludzi, na przykład Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Było mi szkoda, ale nigdy nie było mi tak przykro. To było absurdalne. Widząc moją skamieniałą twarz, sorka spytała
- Coś się stało?
- Nie, sorko. Po prostu przykro, że odszedł tak wcześnie - powiedziałam cicho i w tej samej chwili rozległ się dźwięk dzwonka.
- Poznasz kawałek jego duszy czytając ten tomik.
- To naprawdę wspaniały prezent - odpowiedziałam.
- Idź do klasy. Miłej lektury - sorka odpowiedziała z uśmiechem.
- Dziękuję - odwzajemniłam uśmiech i szybko skierowałam się w stronę drzwi. Przez resztę dnia nie mogłam się skupić. Cały czas wyobrażałam sobie ten moment, kiedy zacznę czytać. "Chcę Cię poznać, Oskar"- myślałam, a moje oczy wypełniały łzy.
***
Gdy wróciłam do domu, od razu wpadłam do pięcioosobowego pokoju, zdjęłam buty i kurtkę, wyciągnęłam z plecaka tomik, po czym rzuciłam torbę w kąt. Opadłam na łóżko. W pokoju była tylko Kasia, blondynka o niebieskich oczach. Jak zwykle nie zwracała na mnie uwagi. Otworzyłam tomik na przypadkowej stronie. Napisany był na niej wiersz pod tytułem " Łupina"
Ty martwisz się światem
Światem według ciebie nieokiełznanym
A ja powiem ci
Świat to tylko łupina
Na morzu całego czasu
Tak brzmiał fragment tego wiersza. Gdy go czytałam, przypomniał mi się tamten sen. Poznałam te słowa! To one były porozwieszane na drzewach. Jednym tchem przeczytałam ten wiersz. Jego przesłanie było piękne. Opowiadał on o tym, że światem i innymi ludzmi nie trzeba się przejmować, bo to minie i zostanie tylko to co nieznane. Ten wiersz podbudował mnie i zdałam sobie sprawę, że nie powinnam przejmować się opiniami innych. Bo to wszystko minie. Bo nasza żegluga nie jest wieczna. Zastanawiałam się tylko jak to się stało, że słowa, których nigdy wcześniej nie słyszałam, były w moim śnie. Że JEGO słowa były w moim śnie. To było niesamowite. Tak bardzo chciałam poznać tego chłopaka i ogarniał mnie żal, gdy przypominałam sobie, że on nie żyje. W nocy znowu nie mogłam spać. Myślałam o tym wierszu. Na razie przeczytałam jeden, bo chciałam zostawiać sobie tę krótką radość na najwięcej dni jak tylko mogłam. Myśli błądziły po mojej głowie i nagle coś sobie uświadomiłam. Zazwyczaj na odwrocie lub na zakładce książki jest opis życia pisarza czy poety. Szybko sięgnęłam do plecaka i odwróciłam książkę. Nie było tam niczego. Ale tył książki był zagięty do środka. Gdy go odgięłam, zobaczyłam piękne zdjęcie chłopca wyglądającego na niewiele starszego ode mnie. W księżycowym świetle nie widać było kolorów, ale to mi nie przeszkadzało. I tak widziałam, że jest piękny, choć nie był bardzo przystojny. Spojrzałam na datę jego urodzenia i szybko przeliczyłam lata. Poczułam bolesny szok. W tym roku kończyłby liceum... Łzy mimowolnie napłynęły mi do oczu. To było dziwne uczucie. Żal i rozpacz za kimś kogo nie znałam. Ale czułam, że on trwa. Trwa na kartkach tego tomiku. W tych słowach. Wierzyłam, że też gdzieś poza nimi. W innym, ale bliskim świecie. Niedostrzegalny wzrokiem, niesłyszalny, niematerialny. Ale trwa. Musi trwać. Bo jak sam powiedział, świat to tylko łupina. A poza nią istnieje całe morze. Niebo było bezchmurne. Księżyc w pełni. Panowała magiczna atmosfera. Stwierdziłam, że nie wytrzymam i wyciągnęłam tomik jeszcze raz. Tym razem padło na wiersz pod tytułem "Będę":
W ciepłym wietrze lata -
Będę oddychał.
W kroplach perlistego deszczu -
Będę płakał.
W świetle porannego słońca -
Będę się śmiał.
W napisanych słowach -
Będę trwał.
Wiecznie.
Ten wiersz był jakby odpowiedzią na moje myśli. Nagle ogarnął mnie dziwny spokój. Opadłam na poduszkę i zasnęłam.
Śniło mi się fioletowe morze, po którym płynęłam w łupinie. Słyszałam ciepły, męski głos. Ktoś mówił do mnie.
- Samanto... - Wiedziałam kto to. To był Oskar. Byłam dziwnie pewna.
- Samanto, dziękuję, że przeczytałaś te wiersze. Czytaj je i odnajduj w nich oparcie. Jestem z Tobą na tych kartkach i też we wszystkim. We wszystkim o czym napisałem i nie tylko - Obudziłam się. Wtedy właśnie naszła mnie wena. Wyjęłam notes i długopis, które trzymałam pod łóżkiem i napisałam jakby dokończenie i odpowiedź:
W świetle Księżyca, na którego patrzę -
Patrzysz na mnie.
W cichości bezsennej nocy -
Milczysz wraz ze mną.
W swoich słowach -
Mówisz do mnie.
W moim sercu -
Jesteś moim wsparciem.
Pisałam a łzy moczyły kartki notesu. Pod koniec dopisałam:
Dla Oskara.
***
Co noc czytałam wiersze Oskara i pisałam odpowiedzi. Powstało ich dużo. Oto jeden z nich.
Zeszyt
Zeszyt w połowie pusty.
Zdania spisane drżącą ręką.
Niedokończone myśli.
Ślad życia przerwanego w połowie.
Za wcześnie...
Inne nie były zbyt dobre. Podobało mi się tylko zakończenie tego pod tytułem "Książę"
Och, Księciu Samotności!
Czemuś mnie nie poznał?
Przez ten czas zmieniłam się. Byłam niewyspana, źle się uczyłam i byłam jakby nieobecna. Zależało mi tylko na Oskarze. Zaciągnięto mnie do psychologa.
Gdy skończyły się wiersze, poczułam pustkę. Nie chciałam żyć bez nich, bo to one pozwalały mi na kontakt z Oskarem. Pewnego dnia zapytała sorkę o przyczynę jego śmierci.
- Cóż, to była tajemnicza śmierć. Oskar stracił przytomność i już się nie obudził. Wydawał się być zdrowy. Wiesz, czasami zastanawiam się, czy on tego nie przeczuwał. Gdy żegnał się ze mną ostatni raz gdy go widziałam, powiedział "Dobranoc". Myślałam, że po prostu się pomylił. Ale teraz... Teraz myślę, że to nie była pomyłka.
- To jego jedyny tomik?
- Tak - odpowiedziała - Samanto, jak się czujesz?
- Normalnie. Dziękuję sorko, do widzenia - odpowiedziałam szybko i wyszłam.
"Dobranoc". Miała rację. To nie było coś zwyczajnego.
***
Po raz kolejny wertowałam tomik ze smutkiem. Czułam tęsknotę. Za każdym razem, gdy czytałam nowy wiersz, śnił mi się Oskar. Teraz przestał...
Świat przybrał dla mnie szare barwy. Nic mnie nie cieszyło. Wszyscy martwili się o mnie, a ja nie umiałam, nie mogłam powiedzieć im co się dzieje. Wkrótce trafiłam do psychiatry. Poddałam się. Zaczęłam mówić. Lekarz stwierdził schizofrenię i przypisał mi leki, które były drogie, ale pani psycholog postarała się o zasiłek chorobowy dla mnie. Brałam leki, bo mi kazano. Ale one nie mogły uleczyć mojej tęsknoty.
***
Tak minęły dwa miesiące. Nie wytrzymywałam bez niego, bez jego otuchy. Wiersze stały się tylko literami na kartce, a ja wciąż miałam nadzieję. Pewnej nocy zrealizowałam pomysł, który już wcześniej chodził mi po głowie. Napisałam list pożegnalny, w którym opisałam wszystko. Opisałam moją absurdalną miłość, moje sny i wszystko, co czułam. Przeprosiłam wszystkich i poprosiłam by pozwolili mi umrzeć. Zajęło mi to prawie całą noc, ale nie patrzyłam na zegarek. W szafce nocnej miałam pięć pudełek leków i wodę. Zaczęłam łykać je garściami. Garść po garści, aż skończyłam wszystkie. Zaczęło mi się kręcić w głowie, więc położyłam się. Przed zaśnięciem zdołałam wyszeptać. "Idę do Ciebie, Oskar"
***
Znalazłam się, tak jak w wielu moich snach, na fioletowym morzu, w łupinie. Nie byłam sama. Naprzeciwko mnie siedział Oskar. Patrzył na mnie oczami, które tak wiele razy sobie wyobrażałam. Były najjaśniejszym punktem całego otoczenia. Uśmiechnęłam się do niego, a on nie zrobił nic. Byłam bliska płaczu, ale on przybliżył się do mnie i objął ramieniem.
- Samanto, co Ty tu robisz? - wyczułam w jego głosie przerażenie.
- Jestem tu dla Ciebie - objęłam go mocno, a łupina zakołysała się.
- Nie możesz tu być. Ja...ja chcę, żebyś żyła. Musisz żyć. Żyć dla nas obojga. Wiesz, gdy pisałem swoje wiersze, byłem bardzo samotny. Ale większa samotność dopadła mnie tu. Trwałem w tym stanie zawieszenia i tęsknoty za światem. Dopóki Ty się nie pojawiłaś. Zrozumiałem, że w końcu znalazł się ktoś, kto dokończy moją misję.
- Jaką misję?
- Chciałem dotrzeć do ludzkich serc. Ale nikt nie zrozumiał mnie tak dobrze jak Ty. I za to Ci dziękuję. Ale musisz tam wrócić. Musisz żyć, by otwierać ludzkie serca i wlewać w nie miłość. Tak jak ja zawsze chciałem to robić.
- Zobaczymy się jeszcze?
- Będę z Tobą zawsze, wystarczy, że pomyślisz o mnie. A teraz proszę, zaśnij.
- Boję się.
- Czego?
- Bólu życia.
- Życie boli, ale w tym właśnie tkwi jego sens.
- Masz rację - odpowiedziałam i po chwili usnęłam w ramionach Oskara.
Obudziło mnie ostre światło i miarowy dźwięk. Otworzyłam oczy.
- Obudziła się! Panie doktorze!
- Samanto, jeśli mnie słyszysz, to mrugnij.
Mrugnęłam.
- Już za chwilę przyjdą Twoi bliscy. - "Jacy bliscy?" pomyślałam. Chwilę potem zobaczyłam ludzi ze szkoły i z domu dziecka.
***
Po tym zdarzeniu wszystko się zmieniło. Ludzie docenili mnie. Pisałam wiersze, które były odbiciami mojej rozmowy z Oskarem. Potem zaczęły powstawać wiersze już moje w całości.
***
Dziś mam trzydzieści lat i wydałam pięć tomików poezji. Jeden z nich zadedykowałam Oskarowi. Nazwałam go "Podróż w łupinie". Jeżdżę po Polsce promując wiersze swoje i Oskara. Nie zapomniałam o nim. To on dał mi siłę i odwagę do życia. Bo umrzeć jest łatwo. Mimo bólu. Trudniej jest żyć.


Dziękuję, że wytrwałeś/aś do końca. Proszę o szczery komentarz, pozdrawiam <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz